Po raz pierwszy szyłam sukienkę z tak pięknej tkaniny jaką jest Bawega 
Producent  zapewnia, że jest to tkanina bardzo elegancka i wytworna. Muszę przyznać, że ma racje
tkanina ma przepiękny połysk, jest niezwykle miła i mięsista w dotyku – nie muszę pisać, jak niesamowicie
mieni się w promieniach słońca 🙂

Postawiłam na kolor miodowy  oraz na butelkową zieleń  (publikacja sukienki uszytej w innym kolorze już w piątek!)
które według mnie, idealnie nadają się na jesienne dni 🙂
Jako ciekawostkę, napomknę Wam, że po rozprasowaniu tkaninowa Bawega rzeczywiście się nie gniecie!
Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do tego rodzaju obietnic producentów ale w tym przypadku naprawdę
nie ma się do czego przyczepić 🙂
Tą przepiękną tkaninę w tym oraz w innych wspaniałych kolorach, możecie kupić tu: http://www.motex.net.pl

Szyjąc tę sukienkę, spełniłam jedno ze swoich marzeń. Nie chodzi tu tylko o sukienkę samą w sobie,
ale o samym procesie jej powstawania. Dlaczego jest taka wyjątkowa? Ponieważ miałam to
szczęście uszyć ją z moją mamą – co nie zdarza się często, ponieważ dzieli nas odległość niespełna 300km

A dlaczego niedoskonałość? Ponieważ wykańczałyśmy ją w piątek do godziny 2 nad ranem aby była gotowa na piątkowe
zdjęcia. Niestety, prasowanie zostawiłyśmy na kolejny dzień i zupełnie o tym zapomniałyśmy 🙂
W gwarze i chaosie przygotowań do zdjęć, zabraliśmy ze sobą pogniecioną sukienkę..
Tak więc wybaczcie za niedoskonałą prezecje – chociaż..szyta była z miłością a czy istnieje miłość doskonała?

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu 🙂