Nie znikłam. Wciąż jestem

Koniec roku to czas refleksji, czas w którym rozliczamy się z przyjętych założeń
i oczekiwań wobec samych siebie – cóż za trywialny wstęp powiecie. Być może będziecie mieli rację.
Niemniej jednak z końcem tego szalonego i pędzącego niczym pociąg pendolino roku
zdobyłam się na to, aby wysiąść na jednym z peronów, zatrzymać się i zaczekać do momentu
aż ten zataczając koło wróci w to samo miejsce. A w tedy wraz z bagażem wniosków
i szczerych przemyśleń wsiądę i z podniesioną głową zmierzę się z kolejnym nadchodzącym rokiem.

Miniony czas był dla mnie najbardziej produktywnym i angażującym czasem do tej pory. W ubiegłym
roku, zanim jeszcze zegar wybił północ i magiczną zasłoną okrył to co było, dając tym samym
szansę temu co miało przyjść, nawet nie śniłam, ..ba! Nawet nie przypuszczałam że moja historia
nabierze takiego tępa.

W tym roku, dojrzałam jako kobieta, żona, matka. Zadbałam o siebie i o swoje małżeństwo, o rozwój mojej córki i o swoją pasję.
Miałam odwagę aby zawalczyć o jej zalążek, która pielęgnowana urosła i rozwinęła się,
a efekty mojej pracy możecie podziwiać dziś na moim blogu, funpage’u czy instagramie.

Oczywiście nie odniosłabym tak dużego dla mnie sukcesu gdyby nie ludzie, którzy mnie otaczają.
Gdyby nie mój mąż, który nieustannie mnie wspiera i który wierzy we mnie nawet w tedy kiedy ja w
siebie wątpię. Który ma nieopisaną pozytywną energię. Który nic nie odkłada na później.
Od którego niesamowicie wiele się nauczyłam i bez którego nie byłabym tą samą osobą.
Który jest dla mnie przyjacielem, kumplem, doradcą zawodowym, fotografem –
dzięki czemu prezentacja moich prac jest na tak wysokim poziomie 🙂

Czy wierzycie w przyciąganie, w SEKRET ?

Niektórzy orbitującą nieustannie energię utożsamiają z przeznaczeniem, z Bogiem, z przypadkiem.
Ja wierzę, wierzę w to że jeżeli człowiek pragnie czegoś najbardziej na świecie i często wraca do
tego myślami to to się po prostu wydarza. Słuchajcie to się dzieje. Nie wierzę w przeznaczenie
ale wierzę w to, że mamy racjonalny wpływ na to co nam się przytrafia, na to co osiągamy własnym
zaangażowaniem, pracą i konsekwencją.

Od stycznia tego roku, dzieje się coś niesamowitego, coś wyjątkowego co nieustannie pcha mnie
w kierunku rozwoju mojej pasji. Jedne ścieżki wybieram, inne odrzucam.
Cały czas eksploruje, badam ten szyciowy świat, próbuję, testuje, dotykam. Odrzucam to co mnie nie inspiruje i przyjmuje to
co mnie uskrzydla i dodaje energii. Należę do kilku wartościowych grup ludzi gdzie zauważam wiele osób, które ewoluują
tak jak ja. Które są samoukami, których pasja wodzi za nos a Ci się jej poddają i tworzą. Tworzą przepiękne,
wartościowe rzeczy a ja jestem z nich dumna nawet jeśli oni nie wiedzą o moim istnieniu 🙂
Jestem dumna ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że ścieżka którą przebyli ( i dalszym ciągu nią zmierzają ) nie jest i nie była
prosta.

Czy moja pasja stanie się kiedyś biznesem? Być może. To jak zawsze jest kwestią wyboru.
………………………………………………………………………………………

Dziś, zapraszam Was do naszego mieszkania, do którego pomału wprowadzamy magię Świąt.
Na tę wyjątkową, pełną miłości chwilę pierwszego, świadomego wykrawania pierników przez naszą 3-kę,
przygotowałam stylizację dla siebie i Kai.

Mam na sobie bluzkę z dzianiny dwustronnej. Wierzchnia warstwa wygląda jak sweterek, lewa strona natomiast to
jednolity i gładki materiał w kolorze beżowym. Bluzka własnej konstrukcji odcinana w talii z dekoldem w łódkę.

Ciekawym elementem, na który się zdecydowałam jest baskinka skrojona z koła o szerszym obwodzie dzięki czemu mogłam
ją delikatnie wdać zyskując tym samym na objętości. Na plecach zapinana jest na duże, drewniane guziki.
Jeżeli chodzi o jakość materiału – dzianinę zakupiłam stacjonarnie jako kupom, nie mogłam się niestety
doprosić o podanie składu materiału. W dotyku jest bardzo przyjemna i delikatna, nie wydaje się mieć zbyt wiele
poliestrowego wkładu 🙂 Rozciąga się nieznacznie, okropnie się jednak zaciąga co ujmuje jakości.

Kaja ma na sobie tunikę krojoną bardzo podobnie do mojej bluzki 🙂 Tunika z baskinką została uszyta z wysokiej jakości
tkaniny lnianej. Z przodu pozwoliłam sobie na delikatny akcent w postaci koronki przeszytej przez środek przodu.
Urozmaiceniem są niewielkie, drewniane guziki. Tunika ma pęknięcie na plecach zapinane na haftkę. Rękawy zakończone
mankietami. Guzikowy akcent ze środka przodu został przeniesiony również na mankiety i stał się jego uroczą kontynuacją.

Wyjątkowo dziś możecie dostrzec trzecią osobę – ducha. Która jest zawsze obecna, która zatrzymuje dla Was Kochani
momenty, dzięki której możecie oglądać kawałek dobrej artystycznej pracy.
Przedstawiam Wam mojego męża, cenionego fotografa, szanowanego projektanta technicznego – Rafała 🙂

Dziękuję że ze mną jesteście! Do następnego 🙂